2018-01-13

Rozdział 6 / 2

[...]
Źdźbła wysokich traw falowały jednomyślnie w rytm powiewów silnego wiatru, przywodząc na myśl wzburzone wody. Niczym skały ponad taflą morza, spośród traw wyrastały rachityczne drzewa, szumem liści i trzaskiem drew akompaniując świstowi wichury. Niebo zasnute było przez gęste i ciemne, a przy tym nadzwyczaj kłębiaste chmury zwiastujące bliską burzę. Gdzieś w oddali zamajaczył zygzak błyskawicy.
Ymgrael stał w jednym miejscu, jedynie z wolna obracając się dookoła. Obserwował otoczenie i zastanawiał się, czy znalazł się we śnie Pygraeli, czy też jest to projekcja stworzona przez Fonsa. Już po krótkiej chwili dostrzegł dwa punkty wirującego od magii powietrza, w których natychmiast zmaterializowały się sylwetki Nerany i Kahyssa. Ich szaty Fantasmagoryków, tak samo jak odzież Ymgraela, powiewały na wietrze.

Tuż po przybyciu towarzyszy Ymgraela, zupełnie jakby w oczekiwaniu na ich pojawienie się, po całej okolicy rozszedł się silny, podziemny wstrząs. Tworząc wokół siebie ochronne bariery mocy magicznej, Fantasmagorycy obserwowali jak niespełna pięćdziesiąt metrów od nich trawiasta równina wypiętrza się, a następnie zapada, gdy spod ziemi wyłonił się włochaty, kulisty kształt, pokryty gdzieniegdzie ziemią. Istota ta nie posiadała kończyn, unosząc się dzięki magii ponad podłożem. Próżno szukać było jakiejkolwiek głowy, czy twarzy. Pokryta grubym włosiem - który po bliższych oględzinach okazywał się na wpół elastycznymi kolcami o połyskliwym, czarnym zabarwieniu – kula ta miała na całej swej powierzchni rozmieszczone liczne gałki oczne. Niektóre z nich były duże, okrągłe, obserwujące konkretne miejsca. Inne - zwykle drobne i podłużne oraz skupione w grupki po kilka, kilkanaście sztuk – chaotycznie przeczesywały okolicę, sprawiając wrażenie zupełnie pozbawionych kontroli. Monstrum roztoczyło wokół siebie czerniejącą mgiełkę, po czym z wolna poszybowało w stronę Fantasmagoryków. Gdy przelatywało nad jakimś terenem, trawa bezpośrednio pod nim gwałtownie obumierała, zmieniając swą żywą barwę na ciemną szarość. Pasmo zniszczonej trawy wydłużało się z każdym uderzeniem serca, wyznaczając trasę przelotu istoty.
Ymgrael odruchowo wzmocnił swoją barierę. Intuicja nie zmyliła go. Niemal od razu o taflę fioletowej bańki, która go otaczała, rozbił się słaby pocisk szarej magii. W tym samym momencie identyczne kolizje nastąpiły na barierach Nerany i Kahyssa. Ich błękit i czerwień wytrzymały ten próbny atak, mający jedynie wybadać ich możliwości. Nie czekając na potężniejsze uderzenia, wszyscy troje niemal jednocześnie zaatakowali kulistą istotę.
Zarówno trawa, jak i samo powietrze, na chwilę zalśniło od fioletowej magii Ymgraela, błękitu Nerany i głębokiej czerwieni Hamala Kahyssa. Przez jakieś pięć sekund atakowali otwarcie, przez tę feerię barw nie mogąc ocenić skuteczności swoich działań. Jednak gdy ze strony istoty we wszystkich kierunkach pomknęła fala uderzeniowa, kładąca promieniście trawę i przechylająca niebezpiecznie drzewa, musieli zaprzestać ataku, samemu tracąc równowagę i przewracając się do tyłu.
Podnosząc się na nogi, Ymgrael nie spuszczał z oczu czarnej kuli, której większe gałki oczne wpatrywały się we wszystkich troje Fantasmagoryków. Istota ta zaczęła powoli unosić się wyżej, jednocześnie ku dołowi wypuszczając jakąś lepką, gęstą substancję, co czyniła dalej, gdy zawisła na wysokości około piętnastu metrów. Maź ta szybko dotarła do podłoża, gwałtownie piętrząc się i rozchodząc we wszystkich kierunkach.
Kahyss rozpoczął magiczny atak najpierw na kulę, a widząc jak wypuszczana przez nią substancja zbliża się do nich, przeniósł uwagę właśnie na nią. Zarówno proste bitewne zaklęcia, jak i skomplikowane, niszczycielskie w swej formie fale magi przetaczały się przez maź, nie czyniąc jej wyraźnej szkody. Nerana i Ymgrael również atakowali, starając się cofać do tyłu. Substancja jednak przybliżała się znacznie szybciej, niż byliby w stanie uciec. Wówczas, gdy dystans od niej do Fantasmagoryków wynosił zaledwie kilka metrów, breja niespodziewanie zagłębiła się w ziemię.
Przez dwie, może trzy sekundy wszyscy obserwowali jedynie kulę i wypuszczaną z niej ku dołowi maź, nie widząc żadnych zmian. W końcu cicho odezwał się Kahyss, korzystając z faktu, że zbliżyli się do siebie podczas cofania przed tą gęstą, niewątpliwie magiczną papką:
– Pewnie szykuje sobie teren do dalszych działań. Uważajcie, to może być... - rzekł, lecz nagle zamilkł, blednąc na twarzy.
Ymgrael dostrzegł jak wokół kostek u nóg jego mentora, zaciskają się lepkie szpony czarnej substancji, szybko dosięgając kolan i pnąc się wciąż ku górze. Kahyss próbował walczyć, lecz bezskutecznie. Nerana i Ymgrael niemal natychmiast skorzystali z magii by unieść się ku górze, widząc, że to spod ziemi dosięgnęła Kahyssa lepka substancja. Jakby w odpowiedzi na to, z miejsca gdzie jeszcze przed chwilą stała Nerana, wystrzeliła z dużą prędkością ta sama breja, oplatając się akolitce wokół talii i natychmiastowo dążąc do rozejścia się na resztę jej ciała.
Ymgrael, nie chcąc podzielić ich losu, zaczął szybko przemieszczać się w powietrzu, jednocześnie atakując czarna kulę i szukając jakiejkolwiek luki w jej obronie. Czegokolwiek, co mógłby wykorzystać, by oswobodzić towarzyszy. Widząc to oraz wyraźnie tracąc nadzieję na powstrzymanie kleistej masy, która sięgała mu już do ramion, Kahyss krzyknął do Ymgraela:
– Wracaj i wezwij Najwyższego Fantasmagoryka! Powiedz mu, że... - jednak zakończenie zdania zdusiła maź, zalewająca usta mężczyzny.
W tym samym momencie przez ciało Ymgraela przebiegł dreszcz przerażenia, gdy jego nogi dosięgnęła czarna substancja. Było to ostatnie co, widział Kahyss, nim został w pełni przez nią pokryty. I jednym z ostatnich, czego świadoma była Nerana, nim spotkał ją identyczny los.
[...]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz