2018-01-05

Rozdział 6 / 1

Chwytający za serce krzyk dobył się z ust nieprzytomnej księżniczki. W jej głosie było coś nienaturalnego i tak nieprzyjemnego dla ucha, że większość z obecnych w sali odruchowo usiłowała zasłonić uszy. Magia, której wobec księżniczki użyła istota będąca niegdyś salmarnem, wezbrała gwałtownie na sile, unosząc ciało Pygraeli nieco do góry i otulając ją mgiełką bezbarwnej mocy salmarna.
To co stało się później nie było niczym nietypowym, lecz i tak zaskoczyło Ymgraela, zmierzającego do księżniczki. Gdy tylko dostrzeżono co dzieje się z dziewczyną, wśród zgromadzonych – do tej pory jedynie przekrzykujących się, lecz pomimo zaniepokojenia zajmujących dotychczasowe miejsca – zapadła jednomyślna panika. Oprócz Ymgraela, Mistrza Kahyssa i Nerany, nikt z obecnych w sali tronowej nie był powiązany z magią. Nikt z nich nie mógł wiedzieć, że jedyną zagrożoną osobą jest w tym momencie Pygraela, dla której incydent ten mógł być ostatnim w jej życiu. Niemal wszyscy za to zapobiegawczo uznali, że lepiej czym prędzej oddalić się, w popłochu wpadając na siebie nawzajem i tratując w drodze do wyjścia. Nieliczni, jak członkowie rodu panującego, czy Acciante, oskarżeni o zamach na życie księżniczki, a także straż pałacowa próbująca opanować cały ten chaos, skupiali swoją uwagę przeważnie na tym, co działo się z Pygraelą.
Idąc w kierunku otoczonej magiczną mgłą kuzynki, Ymgrael ściągnął brwi, wyczuwając zmianę wewnątrz własnego umysłu. Odpowiadający za wszystko salmarn, którego akolita nazywał imieniem Fons, musiał zdjąć mentalną pieczęć. Cicha klątwa wymknęła się z ust mężczyzny, gdyż oznaczać to mogło tylko definitywne zerwanie kruchego paktu między nim i istotą. Teraz nie mógł już spodziewać się pokojowego rozwiązania sprawy. Zdjęcie pieczęci z umysłu akolity uniemożliwiało mu magiczny kontakt z Fonsem i nie pozwalało na wyczuwanie jego rdzenia. Ymgrael od razu zdał sobie sprawę, że odnalezienie tego materialnego łącznika duchowej istoty, jaką był dawny salmarn, ze światem fizycznym, stanie się od teraz o wiele trudniejsze.
Ymgrael szybkim krokiem wkroczył na stopnie, prowadzące do bezpośredniego otoczenia tronu, obok którego znajdowała się jego kuzynka. Kątem oka zauważył, że trzech strażników wyprowadza z pomieszczania Księżną, usiłując tym samym zabezpieczyć jej bezpieczeństwo. Gdy akolita odwrócił głowę, szukając wzrokiem Kahyssa i Nerany, poczuł nagłe uderzenie w prawy bark. Stopa osunęła się na schodku, ciężar ciała przeważył. Ymgrael runął do tyłu, upadając na posadzkę nim zdążył zareagować.
– Przepraszam... - bąknął blondyn, który na niego wpadł, nawet nie patrząc w jego stronę, lecz idąc dalej, ku wyjściu z sali tronowej.
Ymgrael tylko krótko spojrzał za tym mężczyzną, odzianym w zdobiony ubiór służby pałacowej. Sługa musiał lękać się, podobnie jak inni. Choć bardzo dobrze opłacany, za nic musiał mieć kurtuazje i swoje obowiązki, gdy czuł osobiste zagrożenie. Nim Ymgrael zdążył się podnieść obok pojawił się Kahyss, podając mu dłoń. Akolita stanął na nogach korzystając z tej pomocy, patrząc w pełne powagi oczy mentora.
– Nie chciała, żebym wchodził do jej umysłu, ale to jedyna szansa by ją uratować! - Kahyss przekrzyczał panujący dookoła hałas, wyciągając otwartą dłoń w stronę Ymgraela. - Zróbmy to razem!
Ymgrael bez słowa uścisnął dłoń Kahyssa w tej samej chwili, gdy obok nich przeszła rozeźlona Nerana, najwyraźniej chwilę wcześniej porwana przez tłum kawałek w stronę wyjścia.
– Ona tam umiera, a wy się obściskujecie?! - rzuciła im ze złością, nawet nie zwalniając.
Ymgrael i Kahyss ruszyli jej śladem, już po kilku sekundach znajdując się obok lewitującej około metr nad ziemią Pygraeli, z której ust dobywał się nienaturalny, ciągły krzyk o drżącej, wciąż modulowanej barwie. Brzmiało to tak, jakby nie potrzebowała nowych dawek powietrza wydobywającego się z płuc, które zagrałoby na nadwyrężanych strunach głosowych. W rzeczywistości to wypływająca z niej magia Fonsa doprowadziła do tej nieustannej, jednoosobowej kakofonii.
Ymgrael czuł niemal fizyczny ból, patrząc na Pygraelę w takim stanie. Jej skóra była perłowo biała, choć odcień ten mógł być nieco zakłamany przez okalającą ją, bezbarwną co prawda, ale w delikatnym stopniu wpływającą na kolory, mgłę. Posiniałych ust i spazmatycznie zaciskanych dłoni nie mógł jednak sfałszować żaden obłok, wskakując jasno, jak źle jest z księżniczką.
– Niech nikt nam nie przeszkadza, pod żadnym pozorem! - krzyknął Kahyss do tych kilkunastu osób, głównie Jaaranohów, Acciante i strażników pałacowych, które zgromadziły się dookoła w bezpiecznej ich zdaniem odległości.
Nie czekając na dwoje pozostałych Fantasmagoryków, Ymgrael dotknął ciała Pygraeli, uwalniając magię, jaką przygotował chwilę wcześniej. Poczuł, jak jego świadomość zanurza się w jej umyśle, a tuż za nią podążały identyczne do jego emanacje Nerany i Kahyssa.
Wyczuł ból i przerażenie Pygraeli.
Wyczuł także gniew i potęgę Fonsa.
Wyczuł własny strach.
[...]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz