2017-09-22

Rozdział 4 / 4

[...]
Płomień licznych świec rozświetlał pomieszczenie, rzucając na ściany cienie, pozostające w ciągłym, chaotycznym tańcu. Charakterystyczny zapach rozgrzanej parafiny unosił się w powietrzu, zakłócany delikatną wonią kwiatów – z pewnością część świec była zapachowa. Blask ognia klimatycznie uwydatniał kunszt wykonania pięknych ozdób, nadając niepowtarzalny klimat. Okna były oczywiście szczelnie zasłonięte, nie dopuszczając do zmącenia harmonii blasku i półcienia zbłąkanym promieniem słonecznym.
W części pomieszczenia na prawo od drzwi, stało niewielkie, zdobione biurko, a przy nim wygodny fotel i wykonane z największą starannością łoże, które bez wstydu mogłoby dać chwilę odpoczynku najmożniejszym Kręgu Pierwszego. Na posłaniu półleżała wysoka, młoda kobieta, o ciemnoblond włosach rozlewających się swą obfitością po jej ramionach i poduszce. Dziewczyna, podobnie jak siedzący przy biurku nastolatek o krótkich włosach podobnej do jej barwy, odwróciła głowę, sprawdzając kto wchodzi do pomieszczenia.
Ymgrael dawno już nie widział Pygraeli, swej niemal rówieśniczki oraz Kangraela – piętnastoletniego syna Gisgraela. Oboje wyraźnie ucieszyli się na jego widok. Akolita odwzajemnił uśmiech, lecz w myślach zląkł się, gdy jedna ze świec lepiej oświetliła twarz jego kuzynki. Pygraela wyglądała na bardzo zmęczoną. Jej skóra miała niezdrową barwę, zapuchnięte i podkrążone oczy były lekko przekrwione, a ogólne wycieńczenie organizmu po chwili pobieżnej tylko uwagi, wyglądało na bardzo poważne. Jej brat, Kangrael, również wyglądał na zmęczonego, ale w stopniu nieodbiegającym od normy. Ymgrael był pewien, że nastolatek spędza dużo czasu przy siostrze, chcąc jej dotrzymać towarzystwa podczas zmagań z przypadłością, którą akolita wraz z Neraną i Mistrzem Hamalem Kahyssem mieli nadzieję przezwyciężyć tego dnia.
– Ymrael! - słaby, wysoki głos Pygraeli rozbrzmiał prawdziwą radością.
Akolita podszedł pierwszy, witając się czule z rodzeństwem stryjecznym.
– Ale brodę wyhodowałeś! - Kangrael z zaskoczeniem spojrzał na zarost Ymgraela. Gdy ten opuszczał dwór, miał jedynie liche wąsiki. Na więcej nie pozwalała mu etykieta.
– A ty mnie w tym czasie przegoniłeś wzrostem, Kan, więc punkt dla ciebie – Ymgrael odpowiedział, celowo skracając imię kuzyna. Wiedział dobrze, jak bardzo towarzyszący im Gisgrael tego nie lubi.
– Jak się czujesz, księżniczko? - zapytał Kahyss, podchodząc i schylając z szacunkiem głowę. Mimo, że kobieta była od niego dużo młodsza, miała realne szanse na zostanie księżną, gdyby coś stało się Ymgraelowi, a jego brat nie wyszedłby ze śpiączki wywołanej magią.
Prawo w Księstwie Erji zabraniało przejmowania tronu przez rodzeństwo obecnie panującej osoby, ale nie znosiło dziedziczności dla ich potomstwa. Verngrael – starszy brat Ymgraela – od kilku lat pozostawał w śpiączce wywołanej magią, dlatego obecnie następcą tronu był, nie posiadający więcej rodzeństwa, obecny akolita Kolektywu. W przypadku śmierci lub niezdolności do objęcia władzy przez Ymgraela, następna po nim była właśnie Pygraela, jako pierworodna Gisgraela, który również był jedynym rodzeństwem obecnie panującej Księżnej Mevgraeli.
– Bez żadnego powitania? - Pygraela uniosła obie brwi, po czym uśmiechnęła się spod przymrużonych już oczu. - Ciotka by to uznała za nietakt, ale ja jestem ci wdzięczna, Mistrzu, za okazanie troski o moje zdrowie w pierwszej kolejności. Niestety, nienajlepiej. Jak widać, przyznaję z bólem.
– Dzisiaj temu zaradzimy – Ymgrael uśmiechnął się do niej, siadając obok. Z bliska wyglądała jeszcze gorzej, niż sądził.
– Czy Kolektyw na pewno wie, jak uzdrowić moją córkę? Ostatnio, gdy się kontaktowaliśmy, wasi przedstawiciele mieli wątpliwości co do natury jej przypadłości – zapytał Gisgrael zakładając ręce za sobą.
Ymgrael uśmiechnął się, słysząc nutę powątpiewania w zdolności Fantasmagoryków, w głosie wuja. Musiał sam przed sobą przyznać, że nie może wyobrazić sobie lepszego sposobu na to, by udowodnić Gisgraelowi na co stać członków Kolektywu. Uzdrowienie jego córki, mimo że ten od zawsze faworyzował Kangraela, choć na pewien czas uciszy zawoalowane docinki, jakimi wuj raczył Ymgraela za każdym razem, gdy zostawali sami.
– Sądzimy, że jest to rodzaj klątwy dotykający części umysłu księżniczki, odpowiadającej za kreację snów. To dlatego wciąż ma te koszmary, przez które nie jest w stanie spać. To skutkuje wycieńczeniem organizmu. - Kahyss spojrzał poważnie na Pygraelę.
– Rozumiem, że nie ma szans na samoistne uzdrowienie? - Gisgrael kontrolnie zapytał.
– Magiczne dolegliwości nie leczą się bez użycia magii – odpowiedział mu Ymgrael. - To, że Pyga wciąż żyje, zawdzięczamy tylko magicznemu wsparciu, jakie dotychczas otrzymała od Kolektywu na odległość.
– Jej imię to Pygraela, książę – Gisgrael zwrócił uwagę Ymgraelowi, zachowując jednak swój nieodłączny, sztuczny uśmiech.
– Na szczęście bezpośredni kontakt z Pygą zwielokrotnia nasze możliwości. Jeszcze dzisiaj Pyga będzie wolna od dręczących ją koszmarów – Ymgrael nic nie robił sobie ze skorygowania go przez wuja.
– Ymgrael ma rację, dzisiaj księżniczka powinna móc wyspać się, po raz pierwszy od dawna. Pozostaje jednak jeszcze jedno pytanie: kto i dlaczego rzucił na nią klątwę, która bez naszej pomocy by ją uśmierciła? - zapytał retorycznie Kahyss. - o ile to będzie możliwe, podczas pobytu we śnie księżniczki, chcę spróbować odnaleźć odpowiedź na to pytanie.
– To możliwe? - Gisgrael drgnął i spojrzał żywiej na Mistrza Kolektywu, jakby wyrażał nadzieję na znalezienie sprawcy. Zaskoczyło to Ymgraela. Jego wuj nigdy nie sprawiał wrażenia szczególnie zainteresowanego problemami córki, będąc do tego znanym jako umiarkowany mizogin.
– Tak. W tym celu będziemy musieli zdobyć dostęp do wspomnień księżniczki. Możemy to osiągnąć siłą, ale dużo łatwiej nam pójdzie, jeżeli szlachetna Pygraela sama wpuści nas do swojej pamięci.
– Będziecie wtedy widzieć wszystkie moje wspomnienia? - dziewczyna zaniepokoiła się.
– A masz coś do ukrycia? - w końcu odezwała się Nerana.
– Obiecuję, że skupimy się na odszukaniu tych związanych z rzuceniem klątwy. Wszystko, czego przypadkiem przy tym się dowiemy, zachowamy dla siebie. W przeciwnym razie złamiemy prawo Kolektywu, księżniczko – wyjaśnił Kahyss.
Przez następne kilka minut Mistrz Kolektywu, wspierany miejscami przez Ymgraela, tłumaczył co zamierzają zrobić i jaką rolę do odegrania będzie miała księżniczka. Słysząc to, Pygraela wyraźnie wahała się. Musiała się jednak zgodzić na wszystko, czego oczekiwali od niej Fantasmagorycy. Od tego zależało jej życie.
[...]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz