2017-09-15

Rozdział 4 / 3

[...]
– Czy podróż minęła bez przeszkód? - zagaił Gisgrael Jaaranoh, gdy wraz z Kahyssem i akolitami znaleźli się poza salą tronową.
Mistrz Kolektywu spojrzał krótko na Ymgraela, niewątpliwie wspominając - wciąż brzemienne w skutkach dla akolity – spotkanie z plugawcem zamieszkującym Dolinę Śmierci.
– Bez najmniejszych – odpowiedział cierpko Ymgrael, gdy Kahyss już otwierał usta by wspomnieć o tej bolesnej przygodzie.
Biel zębów, które wuj Ymgraela dzielnie prezentował w szerokim uśmiechu od dłuższej chwili zaczynała irytować najmłodszego z trzech idących razem mężczyzn. Znał Gisgraela zbyt dobrze, by darzyć go cieplejszymi uczuciami, szczególnie, że ich ostatnia rozmowa była co najmniej burzliwa.
– Cieszę się – rzekł Gisgrael z niezmienną miną, kierując teraz błękit swych oczu na Ymgraela. - Mylę się, czy zmężniałeś przez ostatnie kilkanaście miesięcy, książę?
– Ja bym powiedziała, że spasł się! Był chudszy jak się poznaliśmy – pół żartem, pół serio wtrąciła się Nerana, krytycznym wzrokiem mierząc ubranego odświętnie Ymgraela i niosąc w dłoni swoją tudu. Teraz, gdy odeszli sprzed oblicza Księżnej, denerwujące ją nakrycie głowy nie miało nadziei na powrót na fale włosów dziewczyny.
– Taki jest efekt opuszczenia wygodnego życia na dworze – powiedział Ymgrael z poważną miną, patrząc w dal zdobionego korytarza, którym szli. Po zapadłej ciszy zdał sobie sprawę, że Gisgrael nie zrozumiał subtelnej aluzji. - Teraz coś robię, wuju. Wiesz, chodzę, biegam. I jem. Już nie tylko te wasze kiełki, które matka uważa za lekarstwo na chyba całe zło świata. Spróbuj kiedyś, zamiast tego co robisz na co dzień.
Niespodziewanie Nerana roześmiała się na cały głos, nie zwracając uwagi na spojrzenia nielicznych gwardzistów i kilku arystokratów, którzy także przemierzali jedną z głównych arterii Pałacu Letniego. Ymgrael z kolei uśmiechnął się pod nosem w odpowiedzi na jej reakcję – wiedział, że właśnie zapunktował w oczach nieznoszącej wyższych sfer przyjaciółki. Kahyss zaś, najwyraźniej słusznie domyślając się jakie są relacje Ymgraela i Gisgraela i nie chcąc dopuszczać by zaszło to za daleko, zwrócił się jakby nigdy nic do siwego mężczyzny.
– Książę Gisgraelu, a jak miewa się szlachetna Pygraela? Księżniczce nie poprawiło się od czasu naszych ostatnich prób?
Uśmiech Gisgraela - choć wciąż obecny na jego starannie ogolonej twarzy – nieco przygasł, korelując z ledwo zauważalnym błyskiem złości w oczach, którego adresatem był Ymgrael. Mężczyzna drgnął nieznacznie na dźwięk imienia córki.
– Niestety, skarży się, że jest coraz gorzej. Miejmy nadzieję, że dzisiaj się to odmieni – Gisgrael odpowiedział Kahyssowi. - Rozumiem, że osobiście będziesz dokonywał uzdrowienia, Mistrzu?
– Zrobimy to razem – Kahyss powiedział, patrząc na idących obok akolitów. - Bardzo liczę na pomoc Nerany i Ymgraela. Oboje dowiedli już swoich umiejętności w sztuce Fantasmagorii.
– Niewątpliwie – z tym samym, nieskazitelnym i niezmiennym uśmiechem rzekł Gisgrael, patrząc na siostrzeńca, który od razu wyczuł niedowierzanie ze strony wuja.
Na dłuższą chwilę zapadła cisza, podczas której skręcili kilka razy w inne korytarze, weszli parę pięter wyżej, a na koniec przeszli - wykonanym z wytrzymałego, a przy tym idealnie prześwitującego kryształu - łącznikiem, zespalającym dwie z siedmiu wież pałacowych wysoko ponad ziemią. Ymgrael dobrze znał tę trasę. Prowadziła nieco okrężną, ale rzadziej uczęszczaną drogą do komnat zajmowanych przez Gisgraela i jego rodzinę. W końcu Nerana nie wytrzymała przeciągającej się ciszy, której Kahyss wolał nie burzyć, by nie ryzykować sprzeczki między ich gospodarzem i Ymgraelem, ten ostatni natomiast traktował brak dyskusji jako wygodną wymówkę, by powspominać wydarzenia, które łączyły go z tymi czystymi jak lico jego rodzicielki korytarzami.
– Muszę zapytać, bo zwariuję! Wy naprawdę jesteście rodem „jednego imienia”?! Myślałam, że to tylko żarty z dworu w Erji! - dziewczyna patrzyła to na Ymgraela, to na Gisgraela, którzy również wymienili spojrzenia.
– Panienka ma na myśli powtarzający się człon imion -grael? - na pozór uprzejmie upewnił się Gisgrael.
– Nie, skąd ci to do głowy przyszło, wuju? - Ymgrael zakpił. - Nera, to stara tradycja. Wszyscy z rodu Jaaranohów, w tym każdy kto wejdzie w związek z członkiem naszej familii musi mieć imię złożone z tego członu.
– To musi zabawnie brzmieć, jak się grupowo przedstawiacie – Nerana zaśmiała się, patrząc wyzywająco w oczy Gisgraela, któremu nieco przygasł uśmiech, goszcząc z kolei na twarzy Ymgraela.
– E tam, zabawniej jest jak podczas rożnych oficjalnych okazji dokonuje się prezencji członka rodu z wymienieniem jego rodziców i męskich przodków na cztery pokolenia wstecz. Bo oprócz tego głupiego -grael, mamy ograniczoną pulę przedrostków definiujących kto jest kim. Mnie zawsze prezentują mniej więcej tak: książę Ymgrael syn Hyngraela i Mevgraeli, potomek Ymgraela, Hyngraela, Kangraela i Hyngraela.
Nerana, nawet nie próbując zachować w obliczu, jakby nie patrzeć, poważnej, wielowiekowej tradycji rodu panującego od stuleci, roześmiała się na cały głos. Ymgrael lubił gdy tak się śmiała. Jej włosy falowały wtedy wraz z drżeniem całego ciała, a na policzki wstępował niewielki rumień.
– Wuju, a ciebie jak prezentują? - Ymgrael zagadnął Gisgraela.
Kahyss głębiej wciągnął powietrze, wiedząc do czego zmierza akolita. Książę jednak nie dał się wyprowadzić z równowagi. Uniósł dumnie głowę i wyrecytował ze słabszym, wyraźnie już wymuszonym uśmiechem:
– Książę Gisgrael, syn Ymgraela i Leagraeli, potomek Ymgraela, Ymgraela, Ymgraela i Ymgraela – duma z pochodzenia wręcz wylewała się ze słów Gisgraela Jaaranoha.
Nerana natomiast zaniosła się niekontrolowanym, niemal spazmatycznym śmiechem. Ymgraela też zawsze śmieszyli mono-przodkowie wuja, do tego mający właśnie imię jego nielubianego siostrzeńca. I choć nabijał się z tego przy każdej możliwej okazji – czerpiąc dodatkową przyjemność na widok dumy z pochodzenia, którą za każdym razem prezentował Gisgrael - kilkanaście miesięcy przerwy od ostatniej takiej sposobności i w nim wywołały większe niż zazwyczaj rozbawienie. Cieszył się, że choć księżniczka Pygraela uniknie tak jednolitej imiennie linii rodowej.
Po chwili, gdy śmiech Nerany powrócił do kontrolowanego przez nią natężenia, stanęli przed bogato zdobionymi, wysokimi na trzy metry wrotami, prowadzącymi do komnat, gdzie oczekiwała na nich Pygraela, a wraz z nią, z pewnością również syn Gisgraela, Kangrael. Ymgrael ucieszył się na myśl, o ponownym spotkaniu z kuzynem. Z lepszym niż jeszcze przed godziną humorem, przeszedł przez drzwi z drogiego drewna.
[...]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz