2017-09-08

Rozdział 4 / 2

[...]
Marmurowa posadzka pałacu lśniła w blasku dyskretnego światła, zachwycając pięknem wzorów. Podobnie jak inne elementy sali tronowej w Pałacu Letnim Księstwa Erji, który „letnim” pozostał jedynie z nazwy, od kilku dziesięcioleci będąc jedynym tego typu obiektem, zapewniającym dach nad książęcą głową. Erji było znane z przepychu i onieśmielającej wręcz estetyki, jednak najpewniej nic w całym Księstwie nie mogło równać się z tym przestronnym pomieszczeniem. Wysokie na dziesięć metrów, strzeliste okna z delikatnymi witrażami o kwiecistej ornamentyce wpuszczały do środka promienie słońca, oświetlając rzeźby, zdobione kolumny, drogie tkaniny, a przede wszystkim wykonany ze szczerego złota tron. Trzymetrowy w wysokości i szeroki na niemal dwa, zdobiony był zgodnie ze wzornictwem Erji – przeważnie w grawerowane i wzbogacone o niezliczone kamienie szlachetne wizerunki różnych roślin ozdobnych. Sala tronowa była przy tym – jak niemal wszystkie ważne obiekty w dzisiejszych czasach, które wyszły spod ręki ludzi, nie ważne czy obywateli Księstwa, czy Królestwa – nowoczesnym miejscem. Klasyczne zdobienia łączyły się z technologicznymi rozwiązaniami, czasem służącymi względom praktycznym, a czasem jedynie estetycznym. Połączenie hologramów z marmurowymi popiersiami, czy fresków z futurystycznym oświetleniem robiło wrażenie na każdym, kto miał kiedykolwiek możliwość obcowania z taką formą sztuki, czy architektury.
Ymgrael był z pochodzenia Erjinem, znał więc doskonale kulturę Księstwa, jednak i na nim, po tak długim czasie przebywania w stolicy Królestwa, rozmach jego rodaków robił wrażenie. Nie żeby Leagnii było miejscem brzydkim. Wręcz przeciwnie, swoją monumentalnością, rozmiarami i również dbałością o harmonię otoczenia przewyższało Erji-Nubba. Reprezentowało jednak inną kulturę i inną wrażliwość estetyczną. Choć Ymgrael obecnie czuł się bardziej obywatelem Królestwa, ta część jego duszy pozostała Erjinem.
Ubrani w galowe stroje pełne różnych sznureczków, guziczków, haftów i innych niesłużących niczemu detalów oraz obowiązkowe nakrycia głowy o nazwie tudu, Nerana, Ymgrael i Hamal Kahyss zbliżali się do tronu. Mistrz Kolektywu idący na przedzie narzucał tempo, choć rola ta teoretycznie powinna przypaść Ymgraelowi. On najlepiej z całej trójki znał zwyczaje panujące na dworze, nie znaczyło to jednak, że specjalnie ich przestrzegał. Jako jedyny też, zamiast klęknąć, zaledwie schylił głowę przed Księżną Mevgraelą Jaaranoh, swoją matką. Będąc następcą tronu miał takie prawo.
– Niechaj urodzaj i dostatek będą udziałem waszych rodów – tradycyjnym powitaniem Erjinów przywitała ich Księżna.
Kobieta zasiadająca na tronie przybrała władczą pozę. Ubrana w tradycyjną, złoto-srebrną szatę książęcą, z diademem na ciemnobrązowych włosach, prezentowała się niezwykle majestatycznie.
– I twego, po wsze czasy – odpowiedział Kahyss stosownym odzewem.
Ymgrael uśmiechnął się pod nosem. Technicznie rzecz biorąc Kahyss właśnie życzył powodzenia właśnie jemu – i zgodnie z tradycją, chodziło tu zarówno o bogactwo materialne, jak i duchowe.
– To przyjemność przyjmować tak znamienitych gości – Księżna kontynuowała wymianę kurtuazji.
Choć Ymgrael dobrze wiedział, że o ile obecność Kahyssa jest tu mile widziana, o tyle Nerana mogła spodziewać się nieprzyjemności w mniej oficjalnych rozmowach. Wywodziła się z gminu, a akurat do pochodzenia na dworze Erji przywiązywano dużą wagę. Nie wiedział tylko czego powinien spodziewać się odnośnie własnej osoby. Ostatnim razem gdy tu był – krótko przed wyjazdem do Królestwa i przyjęciem do grona akolitów Kolektywu Fanstasmagoryków – rozstał się z rodziną w dosyć burzliwej atmosferze. Nikt z arystokratów nie ośmieliłby się prawić mu choćby zawoalowanych inwektyw, nie mógł tego jednak powiedzieć o matce, czy rodzinie wuja.
– Zaszczytem dla nas jest stawać przed twym majestatem, Księżno. Przybyliśmy tu, miłościwie panująca, na prośbę księcia Gisgraela – powiedział Kahyss, już nas stojąco.
– Jestem wtajemniczona w dialog między mym bratem, a Kolektywem, Mistrzu Kahyssie – Księżna ściągnęła brwi. - Nie jestem jednak Fanstasmagorykiem i nurtuje mnie pewne pytanie, na które moi doradcy nie potrafili udzielić odpowiedzi.
– Może to znak, by wymienić doradców? - Nerana zasugerowała butnie. Nie lubiła wyższych sfer. Najwyraźniej nie zamierzała zmieniać podejścia dla matki Ymgraela. Jemu natomiast zostawało liczyć na to, że przyjaciółka nie przesadzi z cierpkością swojego języka.
– Być może. Jesteś tą akolitką z ludu, zdaje się? - Księżna uniosła głowę.
– Nerana Barbieri. Bez tytułów i innych cuda-wianek – dziewczyna przedstawiła się, z premedytacją koślawo oddając pokłon.
Księżna omiotła ją wzrokiem, nie zdradzając żadnych emocji. Następnie wzrok przeniosła na Ymgraela. Jej świdrujący wzrok zatrzymał się dłużej na oczach syna, który wytrzymał to spojrzenie, czując na przemian lęk o przyjaciółkę i dumę za jej odwagę.
– Jakież to pytanie, o najjaśniejsza? - zapytał Kahyss, starając się przywrócić rozmowę na właściwy tor. Księżna Mevgraela spojrzała tym razem dłużej na niego, nim odezwała się ponownie.
– Z tego co mi wiadomo, Fantasmagorycy z powodzeniem mogą uprawiać swoją pracę na odległość. Czemu więc zawdzięczamy waszą obecność?
– To dobre pytanie, matko – w końcu odezwał się Ymgrael, uprzedzając wyjaśnienia Kahyssa. - Możemy, a nawet musimy korzystać z Magii Snu na odległość, bo jest nas zwyczajnie zbyt mało, by fizycznie przebywać przy każdej osobie, której pomagamy. Bliskość pomaga jednak umocnić połączenie ze snem, dodaje sił naszej magicznej emanacji. Dotknięcie osoby pogrążonej we śnie zwyczajnie wzmacnia nasz wpływ na nią. Skoro tego nie wiesz, to faktycznie znak, że powinnaś wymienić doradców. To wiedza z pierwszych kilku dni edukacji w Kolektywie.
– Książę Ymgraelu, znać żeś z rodu monarchów! – zza tronu wyszedł mężczyzna mający około pięćdziesięciu lat. Mimo że wiek na to nie wskazywał, jego włosy były całkowicie siwe, dobrze komponując się z bielą odświętnej szaty, jaką nosił. Człowiek ten uśmiechał się nieznacznie – Wieści o szybkości z jaką chłoniesz wiedzę i jej umiejętnym wykorzystywaniu dotarły już do Erji. Cieszy moje serce, że ktoś tak zdolny, a przy tym należący do rodu, wspomoże nas w potrzebie!
– Książę Gisgraelu. – Ymgrael skinął mu głową, po czym przedstawił Kahyssa i Neranę. Nie odpowiedział jednak na komplement wuja.
– Mistrzu Kahyssie, sądząc po ekscytacji mego brata na wieść o waszym przybyciu oraz jego obecnej mimice wnoszę, że chciałby on jak najszybciej rozpocząć całą procedurę – powiedziała Księżna z typową dla siebie, kamienną miną. - Wasz pobyt w Erji potrwa więcej niż dzień, na dziś więc zakończymy tę jakże krótką audiencję. Gdy praca zostanie wykonana, powiadomcie o tym książęcego kamerdynera, a ustali on szczegóły naszego następnego spotkania. Oby Erji zapewniło Wam swe błogosławieństwo.
Kończąc oficjalnym pożegnaniem Erjinów, Księżna dała jasny sygnał, że oczekuje oddalenia się Kahyssa i towarzyszących mu akolitów. Ymgrael aż za dobrze znał swoją matkę. Prywatnie zwykle nie była tak oziębła, ale gdy miała powód do złości, zdawała się mieć zamarzniętą kamienną bryłę w miejscu serca. Oficjalnie nie okazywała gniewu – jako głowa narodu reprezentowała sobą pewne standardy. Jej syn jednak doskonale wiedział, że coś wyjątkowo rozzłościło Księżną. A sądząc po tym, że uśmiech nie zagościł na jej twarz od początku audiencji, musiało to być coś, co nastąpiło przed nią. Bardzo możliwe, że jego powrót. Ymgrael pewność mógł mieć tylko co do tego, że jakikolwiek byłby powód złego nastroju Księżnej, pozna go przed wyjazdem. Matka nie przepuściłaby okazji do ponownego wytknięcia mu, że zamiast zostać na dworze, opuścił ojczyznę. Akolita westchnął na myśl o nieuniknionej dyskusji. Teraz jednak musiał się skupić na czekającym go zadaniu.
[...]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz