2017-07-21

Rozdział 3 / 2

[...]
Koła z wolna dudniły o miejscami spękaną nawierzchnię drogi, gdy powóz powoli sunął do przodu, ciągnięty przez cztery masywne ogiery. Nierówności drogi nie miały jednak znaczenia dla pasażerów – wykonany z użyciem nowoczesnych materiałów, choć stylizowany na retro pojazd był idealnie amortyzowany. Osoby nim jadące mogłyby poczuć wstrząs tylko, gdyby powóz jakimś sposobem wywrócił się. Zdobione, zamknięte nadwozie wyglądało z zewnątrz wyjątkowo reprezentacyjnie, lecz mimo zastosowania nowinek technicznych i różnego rodzaju udogodnień uprzyjemniających podróż, powozy konne miały jedną nadrzędną i chwilami bardzo irytującą wadę – powolność.
Siedząca przy lewym oknie Nerana patrzyła znużonym wzrokiem na zewnątrz, już nawet nie robiąc obrażonej miny za każdym razem, gdy przejeżdżał obok nich magiochód. Trzeci dzień w podróży - mimo noclegów w komfortowych warunkach przydrożnych hoteli, opłaconych zawczasu przez Kolektyw – mijał wszystkim na milczącej kontemplacji. Neranę przestały już pocieszać kąśliwe uwagi pod adresem Mistrza Kahyssa, dotyczące wyboru środku transportu, dziwnych obyczajów, których – jak twierdziła – ani myślała przestrzegać, czy w reszcie złośliwości Ymgraela jaką przejawił, nie informując jej zawczasu, że bierze ze sobą zbyt mało odzieży. Ten ostatni zresztą też nie czerpał już takiej samej radości z przyjacielskiego droczenia się z akolitką. W przestrzeni zamkniętej traci się w końcu tematy do rozmów, szczególnie gdy atmosfera jest wciąż napięta. Dziewczyna nie przepadała za Kahyssem, czego z resztą nie próbowała nawet kryć.
Ymgrael oderwał wzrok od wpatrzonej w okno Nerany, zerkając na siedzącego obok niej Kahyssa. Mistrz pogrążony był w lekturze tekstu, który wyświetlał się na nowoczesnym urządzeniu działającym – jak przeważająca część współczesnej techniki – dzięki potędze magii. Tylko niewielki procent sprzętów posiadał zasilanie elektryczne, uważane raczej za ciekawostkę, niż coś mającego kiedykolwiek szanse stać się konkurencją dla magii. Ymgrael wiedział, że w niektórych Kręgach Wieloświata elektryczność odgrywa znacznie większą rolę, szczególnie w tych, w których magia nie istnieje. Nie miało to jednak większego znaczenia dla niego, mieszkańca tak zwanego Świata Głównego Kręgu Pierwszego. Szczególnie, że nigdy specjalnie nie interesował się innymi Kręgami, mając wystarczająco dużo na głowie we własnym świecie. Postanowił jednak po powrocie uzupełnić swoją wiedzę na ten temat, intuicyjnie czując, że tego typu informacje mogą się przydać w najmniej spodziewanym momencie.
Z rozmyśleń Ymgraela wyrwał Kahyss, wyłączając urządzenie i rzucając nieme zaklęcie w stronę wierzchowców – w ten sposób mógł bez wychodzenia na zewnątrz sterować kierunkiem podróży. Ymgrael wyjrzał przez to samo okno co siedząca naprzeciw niego Nerana. Powóz przez chwilę jeszcze jechał prosto, po czym skręcił w prawo, na wąską, wybitnie zaniedbaną drogę. Szybkie wystawienie głowy na zewnątrz i rozejrzenie się wokół dało Ymgraelowi pewność: zjechali z głównego ciągu komunikacyjnego i kierowali się teraz w stronę nic mu niemówiącego lasu. To co szczególnie zwróciło uwagę akolity, to brak jakichkolwiek innych pojazdów na wybranej przez Kahyssa drodze. Kiedy już miał zapytać Mistrza o to, co tu robią, Mistrz sam zaczął rozmowę.
– Nadrobimy trochę drogi...
– Super, niesamowita wiadomość, wiwat Hamalowi Kahyssowi za dręczenie nas w tej klatce jeszcze dłużej! - znudzonym głosem, ale i tak pełnym kąśliwości przerwała mu Nerana, nawet nie odrywając wzroku z okna.
Mistrz tylko chrząknął znacząco, puszczając uwagę mimo uszu, po czym kontynuował swoją wypowiedź.
– Zgodnie z poleceniem Wielkiego Fantasmagoryka odwiedzimy pewne wyjątkowe miejsce. O szczegółach powiem wam na miejscu. Na razie wiedzcie tylko tyle, że to główny punkt naszej małej lekcji historii. Myślę, że znacznie ciekawszy od moich dotychczasowych wykładów.
Nerana przewróciła oczami, westchnęła i nadal wpatrywała się w okno. Nikt więcej się nie odzywał. Wystawiając głowę przez okno, Ymgrael zobaczył, że powóz niemal bez przerwy podskakuje na nierównościach zaniedbanej, na pewno bardzo rzadko uczęszczanej drogi. Wewnątrz kabiny nie czuło się jednak nawet największych nierówności, tak dobrze sprawiała się amortyzacja. Akolita postanowił pozostać z głową w oknie. Ostatnimi czasy rzadko miał okazję popatrzeć w spokoju na bezkresne pola obsiane zbożami, czując na twarzy lekki, orzeźwiający wietrzyk. Relaksowało go to, mimo że był typowym mieszczuchem.
Obraz złotawych pól uprawnych ustąpił szybko ścianie drzew. Zapachy lasu skłoniły Ymgraela do pozostania przy oknie. Odprężony przyglądał się mijanej florze, powtarzając w myślach nazwy poszczególnych roślin. Lipy, graby, brzozy, czy buki, z rzadka tylko ukazujące pośród siebie jakaś sosnę, czy jodłę, wskazywały na typowo liściasty las. Na widok okazałego dębu Ymgrael uśmiechnął się do siebie. To drzewo chyba już zawsze będzie kojarzyć mu się z klątwą, którą zdjął niemal rok temu. Obrazy tamtych wydarzeń zalały jego umysł, wywołując uczucie nostalgii. To właśnie wtedy po raz pierwszy przyczynił się do poprawy życia innego człowieka, nawet jeżeli w ostatecznym rozrachunku ta osoba okazała się na to nie zasługiwać. To również było punktem wyjścia dla ukazania Kolektywowi na co stać Ymgraela Jaaranoha, wówczas znanego nie z umiejętności, a jedynie pochodzenia. I choć jeszcze długa droga była przez Ymgraelem by zrealizował swoje cele i marzenia, zdjęcie klątwy z Boba z Bezdrzew okazało się dla akolity dobrym startem.
Z rozmyśleń nad wydarzeniami minionego roku wyrwał Ymgraela widok, którego się nie spodziewał. Widok, z którym do tej pory zetknął się tylko raz, zapoznając się z wiedzą magiczną, której jako akolita nie powinien znać.
[...]

4 komentarze: