2018-02-14

Rozdział 6 / 3

[...]
Fala promieniującego odrętwieniem na całe ciało przerażenia nasilała się wraz z tym, jak czarna substancja oplatała go coraz szczelniej. Starał się walczyć, czuł jednak, że niewiele może zrobić wobec potęgi, jaką zaprezentował Fons. Złość na samego siebie wstąpiła niespodziewanie w Ymgraela, gdy zdał sobie sprawę z tego, jak bardzo nie docenił tej istoty.
Gdy magiczne emanacje Kahyssa oraz Nerany zostały wchłonięte przez tę lepką maź wydobywającą się z kulistej istoty o wielu oczach, będącej w tej chwili uosobieniem Fonsa, Ymgrael był pewny, że czeka go ten sam los. Choć fizycznie ich ciała były bezpieczne wewnątrz sali tronowej pałacu w Erji-Nubba, schwytanie w ten sposób umysłów Fantasmagoryków mogło skończyć się dla nich bardzo źle. Ymgrael z trwogą patrzył, jak w miejscach, w których jeszcze przed chwilą byli jego towarzysze, wypiętrzenia czarnej substancji oplatającej ich ciała zapadały się, zupełnie jakby Kahyss i Nerana zostali wciągnięci pod ziemię, albo rozpuszczeni wewnątrz tego, co ich schwytało. W umyśle śpiącej osoby, wewnątrz snu, czy raczej koszmaru, oba te warianty były możliwe.
I wtedy nastąpiło coś, co zmroziło Ymgraela jeszcze bardziej. Gdy już zaczynał godzić się z własną bezsilnością i tym, że zaraz podzieli los Kahyssa i Nerany, czarna substancja wycofała się. Zelżał nacisk na klatkę piersiową, ramiona i dłonie zostały uwolnione, w reszcie też i nogi odzyskały pełnię możliwości ruchowych. Cała maź zaczęła szybko powracać w stronę kulistego monstrum, a gdy tylko zniknęła w jej wnętrzu, ta znów zniżyła się, niespodziewanie patrząc wszystkimi gałkami ocznymi na Ymgraela.
Akolita stał bez ruchu, czekając co zrobi Fons. Nagle oślepił go gwałtowny błysk. Gdy tylko oczy duchowej emanacji Ymgraela odzyskały sprawność dostrzegł on, że zamiast groteskowej kuli stoi przed nim człowiek, do złudzenia przypominający seniora rodu Acciante, Alfreda. Fons już wcześniej podszywał się pod inne osoby, gdy rozmawiał z Ymgraelem, dlatego akolita nie dał się tym razem zmylić.
– Bardzo się gniewasz za to małe przedstawienie? Nie chciałem, by się zorientowali, że coś nas łączy, robalu – Fons przemówił głosem Alfreda.
Ymgrael spojrzał na niego spod zmrużonych bezwiednie powiek.
– Co zrobiłeś z Neraną i Kahyssem? - akolita odpowiedział pytaniem na pytanie.
– Nic szczególnego – twarz Alfreda Acciante wykrzywił grymas nieszczerego uśmiechu. - Ich umysły są uwięzione. Wydaje im się, że wciąż spadają w bezdenną przepaść, niczego nie widząc i niczego nie słysząc.
Ymgrael uśmiechnął się pod nosem półgębkiem, nie spuszczając rozmówcy z oczu.
– Kahyss się uwolni, to tylko kwestia czasu – powiedział.
Fons w odpowiedzi zaśmiał się głośno, jednocześnie przybierając wygląd Hamala Kahyssa. Mimo że Ymgrael zdążył już przywyknąć do tych metamorfoz salmarna, za każdym razem czuł się nieswojo, mając świadomość, że rozmawia wciąż z tą samą osobą, lecz widzi co chwilę inną.
– Proszę cię, to nawet nie jest śmieszne! - rzekł Fons przecząc własnej reakcji. - Wy, śmiertelnicy, jesteście potwornie nieudolni w korzystaniu z magii. Tylko łącząc siły wielu, jesteście w stanie zdziałać coś więcej. Twoi znajomi pozostaną uwięzieni dopóki ja ich nie wypuszczę!
– Są wśród nas jednostki wyróżniające się potęgą.
– I pewnie uważasz się za jedną z takich osóbek? - Fons zrobił kpiąca minę. - Niestety, mylisz się, robalu. Może i na wasze standardy niektórzy śmiertelni lepiej władają magią od innych. Ale przy istotach takich, jak mój ojczulek, jesteście żałośni. A ty nie wyróżniasz się siłą magii snu nawet spośród swoich. Ten cały Kahyss tym bardziej. A dziewczyna? - salmarn przewrócił oczami.
Ymgrael obserwował Fonsa przechadzającego się powoli przed nim i prowadzącego swój wywód. Nie widział powodu, dla którego salmarn miałby z nim o tym rozmawiać. Nawet pycha i brak szacunku dla istot śmiertelnych, nie tłumaczyły trudu, jaki Fons wkładał w to, aby uzmysłowić Ymgraelowi jak słaby jest w jego oczach. Akolita uznał więc, że zamiast czekać, aż ten sam w zawoalowany sposób wszystko wyjaśni, lepiej będzie postawić na bezpośredniość.
– Po co mi to wszystko mówisz, Fonsie? Masz rację, Kahyss i Nerana nie są dla ciebie zagrożeniem. Zrobiłeś straszne rzeczy mojej kuzynce. Nawet teraz, gdy przebywamy w jej pozbawionym przytomności umyśle, wyczuwam jak bardzo umęczony ma organizm. I nic nie mogę z tym zrobić, jesteś dla mnie zbyt potężny. Czego więc chcesz? Po co to wszystko? Mógłbyś z łatwością mnie zabić. Jaki masz cel?
– O właśnie! Trafiłeś w samo sedno! Cel! - Fons pod postacią Kahyssa zaklaskał.
Salmarn podszedł powoli do Ymgraela, zatrzymując się dopiero na wprost. Gdy ich twarze dzieliła odległość zaledwie kilkudziesięciu centymetrów, Fons przybrał postać Ymgraela.
– Przyjrzyj mi się. Co widzisz? - rzekł tonem nieznoszącym sprzeciwu.
Ymgrael przymrużył oczy i ściągnął brwi, patrząc na własną twarz. Zanim zdecydował się odpowiedzieć, wodził po niej przez chwile wzrokiem.
– Ciekawość. Ambicje. Siebie.
– Możesz mieć co do tego inne zdanie, ale sporo nas łączy. Nie mogę więc tak po prostu cię zabić. Jest lepsze wyjście z tej sytuacji. - Fons tym razem nie uśmiechał się.
– Nie jesteśmy podobni. Nigdy nie skrzywdziłbym niewinnego dla własnej korzyści – Ymgrael zaprotestował. Cicho, ale stanowczo, bez zbędnych emocji.
Fons delikatnie uśmiechnął się, przekrzywiając głowę na prawo.
– To się jeszcze okaże, człowieku. A tymczasem pozwól, że powiem ci coś o sobie. Może, gdy już usłyszysz całą prawdę, spojrzysz na to wszystko z innej perspektywy. A może jednak okażesz się krótkowzrocznym głupcem, jak inne śmiertelne robale. Słuchaj uważnie, bo nienawidzę dwukrotnie w krótkim czasie wyjawiać prawdy. To nudne. Właśnie, nudne...
[...]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz