2017-12-08

Rozdział 5 / 6

[...]
Mijały kolejne sekundy, sprawiając wrażenie zamienionych jakąś tajemną siłą w minuty. Oczekiwanie wydawało się Ymgraelowi nieznośne, choć doskonale wiedział, że wszyscy obecni w sali tronowej potrzebują chwili na przemyślenie tego, co im powiedział. Cieszył się, że zgodnie z dworską etykietą nie przerywano mu. A było to na pewno bardzo trudne do osiągnięcia, zważywszy na treść komunikatu i osobiste podejście każdego z obecnych.
Oprócz Ymgraela, Kahyssa i Nerany, w zdobionej sali tronowej znajdowało się tylko kilka osób. Wszyscy, poza przedstawicielami Kolektywu Fantasmagoryków, nosili znamiona wczorajszej uczty. Bladość twarz i trudności w skupieniu jasno wskazywały, że wspomnienie bogactwa trunków podczas przyjęcia nie było wystarczająco dalekie. Ymgrael zdecydował jednak, że nie można dłużej czekać. Skacowani, ale w gruncie rzeczy trzeźwi zainteresowani, powinni mieć dosyć władz umysłowych, by zrozumieć i odpowiednio zareagować na to, co im przekazano.
Księżna Mevgraela, zasiadająca na swoim złotym, grawerowanym tronie, patrzyła przez większość czasu w przestrzeń, wyraźnie analizując to, co usłyszała od własnego syna. Jej twarz była jak uczyniona z kamienia, nieprzenikniona, nie wyjawiająca żadnych emocji, myśli i nie zdradzająca osądu. Słuchała cierpliwie i z uwagą wszystkiego, choć z pewnością nie wszystko rozumiała, mimo starań Ymgraela, by przedstawić to możliwie przystępnie dla laików w temacie Magii Snu. Z kolei na twarzach Gisgraela i Kangraela – ten mimo stosunkowo młodego wieku, również wykazywał oznaki folgowania sobie minionego wieczoru – malował się wyraz zdumienia połączony z oburzeniem. Kangrael, gdy usłyszał wobec kogo Ymgrael wnosi oskarżenie, zdenerwował się, zaprzeczając rewelacjom kuzyna, na ile mógł to robić niewerbalnie i z poszanowaniem innych obyczajów. Gisgrael natomiast patrzył to na Ymgraela, to na Kangraela, wyraźnie walcząc ze sobą, by nie wtrącić się do dyskusji.
Obecnych było jeszcze kilkoro wysoko urodzonych dworzan, z pominięciem głównych zainteresowanych oraz straż pałacowa, rozlokowana w różnych miejscach i pełniąca bardziej rolę żywej ozdoby w swych pięknych, Erjinskich zbrojach, niż jakąkolwiek inną. Jedni reagowali mniej lub bardziej emocjonalnie, inni powściągali się w uzewnętrznianiu tego o czym myślą, wzorem Mevgraeli Jaaranoh.
W końcu, gdy wszystko zostało już powiedziane, gdy każdy już wiedział czym – według oficjalnej wersji Ymgraela – jest Fons, w jaki sposób przywiązany został do umysły księżniczki Pygraeli i jak teoretycznie można go zlikwidować, pierwsza odezwała się Ksieżna, nie odrywając wzroku od punktu gdzieś w głębi sali:
– To bardzo poważne oskarżenie, książę Ymgraelu – rzekła zimno.
Niczyjej uwadze nie uszło to, że zwróciła się tak formalnie do własnego syna, w tak kameralnym gronie. W tym momencie musiała być bardzo powściągliwa wobec tego, co usłyszała.
– Nie zarzucałbym winy nikomu, nie będąc jej pewnym. Roderyk Acciante posiada rdzeń salmarna, widziałem go i wyczułem własnym umysłem na wczorajszej uczcie.
– Nawet jeżeli, to nie oznacza jego winy! - Kangrael zaprotestował uznając, że już może zabrać. - Roderyk nigdy nie skrzywdziłby Pygraeli!
– Wasza miłość, jeśli można – wtrącił się jeden z obecnych dworzan, Ernesto Di Constanzi, sprawujący funkcję palatyna na dworze Księżnej. - Nie dostrzegam motywu, jakim wicehrabia Acciante mógłby się kierować, popełniając tak okrutny czyn.
Ymgraela też to zastanawiało. Choć początkowo przyjął winę Roderyka za pewną – czyniąc to trochę z powodu oszołomienia odkryciem tożsamości osoby posiadającej rdzeń, a trochę ze złości, jaką wówczas poczuł - z czasem uzmysłowił sobie, że ten rzeczywiście nie miałby powodów dążyć do śmierci Pygi. No i, na bogów, to wciąż nastolatek! Jak miałby wejść w posiadanie rdzenia? Tylko, jeżeli ktoś by mu pomagał. Wstępne podejrzenia Ymgrael kierował oczywiście w kierunku samego hrabiego Acciantego, ojca Roderyka. Wiedział jednak, że zarzucenie winy wicehrabiemu jest już wystarczająco obrazoburcze, a nie chciał wywoływać większego skandalu, szastając oskarżeniami na prawo i lewo, co zresztą nie pomogłoby jego wizerunkowi na dworze i wśród Fantasmagoryków. Raz każdy mógłby się pomylić, dwa razy, to już niebezpieczny proceder.
– Ufam osądowi mojego syna – Księżna rzekła po chwili ciszy. - Są to jednak zbyt poważne zarzuty, bym mogła wydać wyrok tylko w oparciu o moje zaufanie. Żądam, aby za godzinę od teraz w sali tronowej znaleźli się wszyscy obecni tu w tej chwili. Straż pałacowa ma sprowadzić ponadto  wszystkich członków rodu Acciante, którzy ukończyli dwanaście lat. Ma to być uczynione z zachowaniem wszystkich praw i obyczajów. Hrabia i wicehrabia są obecnie podejrzanymi, nie oskarżonymi i tak mają być traktowani.
Ostatnie słowa Mevgraela skierowała do swego brata, Gisgraela, który wyglądał na rozsierdzonego. Książę poczerwieniał na twarzy, nie odzywając się ani słowem. Ymgrael początkowo był pewny, że jego wuj reaguje tak, wierząc w winę Acciantego. Chodziło o życie jego córki, więc było to zrozumiałe. Akolita spostrzegł nagle jednak coś, co mogło być tylko przypadkiem, chwilą złego ulokowania gniewu w złym momencie, a jednak zwróciło uwagę Ymgraela. Trwało to może sekundę, gdy wzrok Gisgraela spoczął na siostrzeńcu, nim przeniósł się dalej, w głąb sali. Ta chwila mimo to wystarczyła, aby Ymgrael poczuł ze strony wuja pretensję, graniczącą z zarzutem winy za taki obrót spraw.
Młody Fantasmagoryk ściągnął brwi, zastanawiając się, czy Gisgrael jest zadowolony, że prawdopodobnie odkryto sprawcę. Być może, uważany za człowieka starej daty, wolałby on by winnego nigdy nie odnaleziono, skoro miał się nim okazać ktoś tak bliski rodzinie. Nawet, jeżeli miało to oznaczać śmierć jego córki, Gisgrael mógł nie chcieć tak poważnego skandalu, jaki miał czekać dwór Erji, w przypadku potwierdzenia zarzutów Ymgraela.
Nieźle robalu, naprawdę nieźle – w głowie akolity rozbrzmiał niespodziewanie głos Fonsa.
Ymgrael poczuł zimny dreszcz na plecach, cudem powstrzymując się od okazania zdumienia.
Nawet mnie zaskoczyło to, jak zręcznie ich wszystkich oszukałeś! Co prawda muszę się opierać na tym, jak ty odbierasz ich reakcje, ale zdają się jeść ci z tych twoich obrzydliwych, palczastych łap.
Ymgrael kompletnie zignorował sens tego, co powiedział salmarn. Dużo ważniejszy był dla niego fakt, że skoro go słyszał, rdzeń musiał być blisko. A z tego co wiedział, Roderik Acciante był teraz znacznie poza zasięgiem działania magicznej pieczęci Fonsa. Akolita zadrżał na myśl o tym, co może to oznaczać.
[...]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz