2017-08-18

Rozdział 3 / 6

[...]
Zardzewiałe zawiasy zaskrzypiały przenikliwie, gdy otworzyły się wrota do kamiennej wieży. W przypadku budowli liczącej kilka tysięcy lat nie było to niczym zaskakującym, nawet pomimo faktu zakonserwowania jej magią. Wdzierające się do środka światło dzienne rozjaśniło szarawą posadzkę pokrytą warstwą pyłu i brudu. Ymgrael i Nerana weszli pomału do środka. Zaraz za nimi do wieży wkroczył Mistrz Kahyss, zamykając drzwi i przy pomocy magii rozświetlając wnętrze.
Dopiero teraz mogli dokładnie przyjrzeć się zastanemu widokowi. Wszystko - od posadzki, przez zaokrąglone ściany, aż po strop – zbudowane było to z jednolitych kamiennych bloków. Wystrój był bardzo surowy, wewnątrz znajdowały się tylko dwa połamane i próchniejące, drewniane krzesła i kupka czegoś, co mogło być dawniej rodzajem małej szafki, lub komody. Mogło, bo obecnie bardziej przypominało górkę drewna w finalnej fazie rozkładu, z elementami metalowymi, niż cokolwiek użytkowego.
Naprzeciw wejścia, obok prowadzącej na górę drabiny, znajdowała się magiczna bariera, otulająca trzecią część pomieszczenia bezbarwną, prześwitującą powłoką. Wewnątrz znajdował się kamienny filar, do którego coś było przytwierdzone łańcuchami. Nerana zbliżyła się nieco, po czym odskoczyła jak oparzona, odruchowo zalewając swoje ciało warstwą błękitnej bariery obronnej.
Ymgrael dopiero teraz zorientował się na co patrzy. Istota – obecnie leżąca nieruchomo na ziemi – cała pokryta była wieloletnim brudem. Była skrajnie wychudzona, pokryta długimi, rzadkimi włosami, przez które prześwitywała blada, popękana skóra, uwydatniająca kości i siateczkę podskórnych żył. Nie to jednak było powodem instynktownej ucieczki Nerany. Akolitka oddaliła się niemal do wyjścia z wieży, przez fakt, że istota przykuta do filaru wyglądała, jakby w makabryczny sposób zszyto ze sobą kilka osób.
Istota, niewątpliwie wyczuwając obecność przedstawicieli Kolektywu, nad wyraz zwinnie wstała z podłogi. Miała ponad dwa metry wzrostu, w miejscu, gdzie można by spodziewać się jej głowy, znajdowały się dwie pary małych nóg, zwisające bezwładnie na boki. Trzy ludzkie, zdeformowane głowy wyrastające z okolic brzucha, wpatrywały się w Ymgraela, który zauważył, że jedna z pięciu gałek ocznych, które łypały na niego, są w rzeczywistości zrośniętymi dwiema. Akolita zdążył jeszcze wypatrzeć dwie małe główki - jakby dziecięce - w miejscach, gdzie normalnie u człowieka znajdowały się pachy, zanim istota wydała z siebie przeszywający dźwięk. Kakofonia zgrzytu, pisku i wrzasku wydobywała się z ust trzech dorosłych głów na brzuchu. Istota zaszarżowała w stronę Ymgreala, jednak przywiązane do różnych części jej ciała łańcuchy skutecznie ją zatrzymały, naprężając się z metalicznym brzękiem.
– To właśnie Barnaba Nemero. - głos Kahyssa odbił się ponuro od ścian pomieszczenia. - Oraz jego teściowie i dzieci.
– To potworne... - Nerana powiedziała. Mimo tego, że szeptała, słychać było drżenie jej głosu.
– Ale jak?! - zdziwił się Ymgrael podchodząc bliżej i zatrzymując się bezpośrednio przy magicznej barierze. - Letiferia pozwala łączyć dusze w jednym ciele?! Fascynujące...
Kahyss podszedł bliżej, jednak Nerana wolała utrzymać dystans. Mistrz Kolektywu wiedział o co chodzi akolicie, dlatego nie zaniepokoiła go jego reakcja. Wiedza o istocie magii, w tym Magii Snu, a także jej korelacji z duchową cząstką wszelkich żywych stworzeń była jedną z podstaw edukacji na Fantasmagoryka. Wiadome było między innymi, że każda istota ma własną, niepowtarzalną duchową emanację, zwaną potocznie duszą oraz, że jest ona nierozerwalnie przydzielona do jednego ciała fizycznego. To co widzieli teraz po drugiej stronie bariery zdawało się zadawać kłam temu twierdzeniu.
– Nemero był prekursorem – rzekł Kahyss, stając obok Ymgraela. - Nikt przed nim nie próbował wskrzesić istoty rozumnej. Próby na roślinach i zwierzętach były obiecujące, ale i one nie wyszły wówczas z wczesnej fazy badań.
– To było oczywiste, że mu się nie udało, ale nie spodziewałem się takiego efektu. Raczej czegoś w stylu tego ma`ghula z zewnątrz.
– Tak niestety kończy się igranie z zakazanymi praktykami. – Kahyss kontynuował. - Nemero co prawda zdołał wskrzesić swoje dzieci, ale podczas rytuału popełnił wiele błędów. Skończyło się tym, że on, teściowie i dzieci zostali pochłonięci przez wir mrocznej magii. Owocem owego obrządku Letiferii jest to, co widzicie przed sobą. Plugawiec, istota składająca się z ciał i dusz kilku istot, połączonych magią.
– Czy oni wszyscy żyją? - Nerana ośmielił się podejść, widząc, że łańcuchy nie pozwalają istocie oddalić się od filaru, a skoro jest tak przytwierdzony do niego od dawna, mało prawdopodobne by akurat teraz miał się uwolnić.
– Tak, aczkolwiek dzieci przez większość czasu pogrążone są w swego rodzaju letargu. To dobrze, bo plugawiec ma niewiele wspólnego z tymi, którymi był przed połączeniem – Kahyss odpowiedział. - Jest świadom, jednak jego umysł to zlepek trzech osób, z których każda podświadomie stara się uzyskać dominację. Niestety, ludzkie odruchy zatracił dawno temu. Początkowo ponoć można było się z nim komunikować, choć wówczas nie był jeszcze przyzwyczajony do nowej sytuacji i ciągłego bólu, więc kontakt był utrudniony. Gdy już do tego przywykł, jego szaleństwo rozwinęło się na tyle, by stanowił zagrożenie dla otoczenia. Wtedy przykuto go łańcuchami, a dookoła utworzono tę barierę. Od tysiącleci co jakiś czas któryś z Mistrzów Kolektywu przybywa tu i uzupełnia moc magiczną, utrzymującą działanie tego więzienia.
– Nie chcę wyjść na bezduszną, ale czy nie lepiej byłoby ich po prostu nie wiem.... - Nerana zawahała się, patrząc na plugawca.
– Zabić? Próbowano w ten sposób skrócić męki tej piątki ludzi. - Kahyss pokręcił głową. - Niestety, tak potężne istoty Letiferii są w zasadzie nieśmiertelne. Być może istnieje sposób by wyrwać je ze stanu nie-śmierci, ale od tysięcy lat nie prowadzimy badań praktycznych nad Nekromancją, a bez tego, takiego sposobu raczej nigdy nie poznamy.
W czasie gdy Kahyss tłumaczył to wszystko akolitom, plugawiec z agresją starał się zerwać łańcuchy. Szarpał je, biegał, próbował wyrwać z kamiennego filaru – sądząc po wszechobecnych śladach nie był to pierwszy raz. Niespodziewanie jednak wyprężył się i znieruchomiał, wpatrując w Ymgraela. Po chwili zbliżył zdeformowane dorosłe głowy tyle ile pozwalały mu okowy do bariery, zastygając na wysokości twarzy akolity. Teraz, gdy istota się nie ruszała, widać było wyraźnie rysy osób, z których została utworzona. Choć groteskowo powykrzywiane, pozwoliłyby rozpoznać kim były przed połączeniem każdemu, kto znałby ich twarze.
– Ciekawe... - Hamal Kahyss zmarszczył brwi widząc, co robi plugawiec. - Bardzo ciekawe...
– Chyba im się podobasz – Neranie wyraźnie wracała wcześniejsza zadziorność.
– Wiesz, Nerano, że to może być prawda? - Kahyss zaskoczył ją tym stwierdzeniem. - Tylko kilka razy ten plugawiec zachowywał się w ten sposób. Ostatnim razem kilkadziesiąt lat temu, gdy...
– Gdy? - Ymgrael zapytał po chwili ciszy widząc, że Kahyss zastanawia się nad czymś głęboko.
– Nie, nic. Nie ważne – odpowiedział Mistrz. - Skupmy się na tym, po co tu przyszliśmy. Widzicie tamtą klapę w podłodze?
Ymgrael i Nerana spojrzeli we wskazanym kierunku. Wewnątrz magicznej bariery, w zasięgu łańcuchów plugawca, znajdowała się ledwo widoczny spod kurzu drewniany właz.
– Muszę tam po coś zejść. Mam dla was zadanie.
– Oj, chyba mi się to nie spodoba... - Nerana ściągnęła usta.
– Nerano, skorzystasz z magii by wytworzyć wyłom w barierze, przez który będę mógł przejść i utrzymasz go.
– Tak, zdecydowanie mi się nie podoba... - dziewczyna zamknęła oczy mając nadzieję, że gdy je otworzy, będzie w zupełnie innym miejscu. Nie była.
– Sam nie mogę tego zrobić. Będę potrzebował całkowitego skupienia na dole – wyjaśnił Kahyss. - Ty Ymgrealu, wprowadzisz te pięć osób w jednym ciele w fazę REM i wejdziesz do ich zbiorczego snu. To go uspokoi, mnie pozwoli działać, a ty doświadczysz czegoś nowego. Sen tej piątki to coś zupełnie innego niż klasyczne sny zbiorowe.
Ymgrael dotknął bariery. Dłoń cierpła od kontaktu z tak potężną magią. Nie przejmował się tym. Czekało go nowe, z pewnością interesujące doświadczenie. Kolejny krok do opanowania Fantasmagorii w stopniu nieosiągalnym dla większości. Czuł ekscytację. I strach na myśl o tym, o czym śnić może istota mająca w sobie pięć tak odmiennych dusz ludzkich.
[...]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz