2017-06-02

Rozdział 1 / 8

[...]
Bariera utrzymująca Strażniczkę w tymczasowej niewoli rozpadła się, roztrzaskana od środka przez magię kobiety. Tysiące fioletowych odłamków jej dotychczasowego więzienia poszybowało we wszystkie strony, zaraz po tym wyparowując. Byłby to nawet ładny widok, gdyby nie zwiastował problemów.
Ymgrael, stojąc teraz sam naprzeciw Mistrzowi Limowi i Strażniczce, poczuł uścisk w żołądku. Wiedział, jak niewiele brakuje by udało im się zdjąć klątwę z Boba oraz, że drugiej takiej okazji Strażniczka im nie da. Wszystko miało rozstrzygnąć się w ciągu najbliższych sekund, może minut. Ymgrael spojrzał szybko w stronę Jamlena, który usiłował przenieść Boba w stronę krwawiącego dębu. Byłoby to znacznie prostsze, gdyby na chłopie można było użyć magii. Niestety, to niemal na pewno skończyłoby się porażką trojga akolitów. Na domiar złego, Bob – jak to mężczyzna większość życia pracujący na polu – był dosyć umięśniony. Szczupły Jamlen już teraz stał się cały czerwony na twarzy, wkładając wszystkie siły w transportowanie wciąż będącego w swoistym transie Boba.
Strażniczka, widząc jak blisko Jamlen i Bob są dotarcia do pnia dębu, posłała w ich stronę kilka pocisków mocy. Jej brązowo-szara magia została z trudem zbita przez Ymgraela, który tym samym wystawił się na atak Lima. Otrzymując w twarz cios żółtą kulą, którą posłał w niego Mistrz Kolektywu, akolita zachwiał się, czując w ustach smak własnej krwi. Cios nie był mocny, bo Lim nie mógł przecież zabić Ymgraela - nawet on nie wybroniłby się z tego przed Kolektywem Fantasmagoryków – wystarczył jednak by na chwilę wytrącić Ymgraela z równowagi.
Gdy niekontrowane przez akolitę kolejne pociski mocy Strażniczki już miały dosięgnąć Jamlena, odbiły się od błękitnej łuny. Nerana, choć zmęczona utrzymywaniem iluzji płomieni radośnie tańczących wokół wsi, zdołała zatrzymać kobietę w oliwkowej sukni. Ymgrael, spoglądając na przyjaciółkę wiedział, że to tylko chwilowe zwycięstwo. Nerana, choć bardzo się starała, słabła z sekundy na sekundę. Dała jednak mu czas, na coś, w czego sukces sam nie wierzył, ale nie miał już innych możliwości.
– Strażniczko! - zawołał, kontrując kolejne trzy pociski Lima. - Wiem, że żałujesz tego co mu zrobiłaś! Sama mi o tym powiedziałaś!
 Przez twarz kobiety przemknęły skrajne emocje, gdy posyłała znów magię w stronę Jamlena, który wraz z Bobem był zaledwie kilka kroków od dębu.
– Możesz to wszystko naprawić! Możesz go ocalić! - kontynuował Ymgrael, ścierając się z Limem.
Strażniczka, choć wyraźnie tracąca panowanie nad swoimi emocjami, nie przerywała ataku. Brązowo-szare kule odbijały się od niebieskiej, coraz słabszej bariery oddzielającej kobietę od Jamlena i Boba.
– Na bogów, przecież go kochasz! - Ymgrael wrzasnął ze złością, wkładając resztki sił w odparcie ciosów Lima. Czuł, jak całe jego ciało zaczyna drętwieć od zbyt dużego wysiłku.
Mistrz Lim, widząc to, uśmiechnął się tryumfująco, szybko jednak spoważniał, słysząc gwałtowny krzyk Strażniczki, która z nagłą furią uderzyła w niego swoją magią.
Ymgrael, osuwając się z wycieńczenia na kolana, obserwował z satysfakcją jak jego dotychczasowi przeciwnicy ścierają się między sobą. Tak jak miał nadzieję, Strażniczka okazała się przewrotna. Choć strzegła by nikt nie zwrócił Bobowi jego życia, w głębi serca tego właśnie dla niego pragnęła. Jej śpiew, w idealnym zgraniu czasowym powtarzający słowa klątwy wciąż brzmiące wokół jakby wypowiadane przez wiatr, wypełniał serce Ymgraela nadzieją. Obok akolity usiadła Nerana, dysząc ciężko. Ich spojrzenia spotkały się po czym – zupełnie niespodziewanie – Nerana spoliczkowała przyjaciela.
Zasłużyłem, pomyślał z nikłym uśmiechem, czując pieczenie połowy twarzy – Nerana włożyła w ten cios chyba całą siłę jaka jej została. Wciąż bez słowa, akolitka wskazała na Jamlena, który właśnie przykładał głowę Boba do kory pnia dębu. Gdy tylko twarzy chłopa dosięgnęła krew, wartko spływająca po pniu drzewa, wypełniły się ostatnie słowa klątwy. Każda kropla, która dotknęła mężczyzny, kładła kres jego męce.
Ymgrael i Nerana, podobnie jak nie walczący już Lim i Strażniczka oraz wszyscy akolici Kolektywu, a także mistrzowie Kahyss i Bader, patrzyli jak świat wokół nich rozpada się – identycznie jak wcześniej bariera niewoląca Strażniczkę.
Projekt chłopa Boba ze wsi Bezdrzewy został zakończony, a jemu samemu zwrócone zostało życie. Po dwóch latach obudził się ze śpiączki, wywołanej rzuconą na niego klątwą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz